Niecodzienne spotkania z rysiem - polowanie w jednym rewirze
Pewnej ciemnej nocy, po przybyciu na miejsce zaplanowanego wcześniej polowania na dziki wysiadając z samochodu usłyszałem dziwny, donośny dźwięk, który w żaden sposób nie przypominał odgłosów otaczającej okolice przyrody. Na trasę swojego polowania obrałem ścieżką rowerową prowadzącą do miejscowości Chlebowo przy której zaobserwowałem buchtujące na łące dziki. Po przejściu około 10 metrów na drodze mojego nocnego podchodu pojawił się ryś, którego zachowanie było co najmniej dziwne. Przycupnięty przy ścieżce rowerowej, mokry dziki kot z wielkim spokojem wpatrywał się w sztuczne światło palącej się w jego kierunku latarki. W pierwszej chwili myślałem że coś mu się stało, że może być ranny. Nic bardziej mylnego. Okazało się, iż ryś pilnował swojej ofiary, którą okazała się dorodna dorosła sarna-koza. To właśnie jej konanie słyszałem wysiadając z auta, a kilka sekund później naszedłem na moment w którym łowca kończył zarzynanie swojej ofiary. Nie chcąc mu przeszkadzać w celebracji swojego upolowanego trofeum, wycofałem się powoli w kierunku obserwowanych wcześniej dzików. Polowanie w rewirze, w którym poluje inny myśliwy (patrz ryś) to całkiem nowe doświadczenie. Podążając w kierunku dzików, w ciemną bezksiężycową noc, co kilka kroków obracałem się za siebie starając się dostrzec kontury pozostawionego gdzieś w oddali rysia, którego wzrok i oddech czułem na swoich plecach. Dziwne uczucie. Nie był to strach lecz respekt do kota, który żyjąc blisko człowieka potrafi w kilka sekund zabić ofiarę o zdecydowanie większych od siebie gabarytach. Polowanie zakończyłem sukcesem. Udało mi się pozyskać jednego z dzików które od kilku dni niszczyły pobliskie łąki i pola uprawne. Wracając do swojego auta, ponownie przeciąłem drogę „kumplowi od polowania w jednym rewirze”. Ryszard, bo tak go nazwałem konsumował swoją ofiarę. Tym razem pogadałem sobie z Ryśkiem, nakręciłem telefonem krótki film i po raz kolejny pozostawiłem go z myślą powrotu w warunkach pozwalających na swobodne fotografowanie. Niestety rysia już nie było. Dziki kot, który jednorazowo zjada około 1 kg mięsa oddalił się w nieznanym mi kierunku doskonale maskując swoją zdobycz trawami. Rysie w ciągu doby potrzebują około 3-4 kg mięsa, więc byłem pewny, że Ryszard wróci dokończyć konsumpcji swojej ofiary i sarna się nie zmarnuje. Jeszcze tego samego dnia w godzinach popołudniowych powróciłem na miejsce i tak jak przypuszczałem, Ryszard czekał w trzcinach, nieopodal ukrytej wcześniej zdobyczy. Pozwolił mi podejść na kilka metrów by wykonać serię zdjęć. Kot, który powinien prowadzić dziki, skryty i nocny tryb życia, leżał sobie w środku dnia pod drzewem kompletnie nie robiąc sobie nic z mojej obecności. Rozmawiałem do niego, prosiłem by nie spał (bo on ciągle spał), robiłem zdjęcia. Pogoda tego dnia nie sprzyjała dobrej fotografii więc postanowiłem odwiedzić Ryśka kolejnego dnia. Oczywiście kot leżał w tym samym miejscu, trzymając swoją głowę na porzuconej gdzieś w krzakach bańce oleju. Upolowana sarna została przeniesiona przez Ryszarda o kilkanaście metrów i dalej starannie ukryta. Z reguły rysie za bardzo nie oddalają się od miejsca gdzie pozostawiły swoją zdobycz, do momentu kiedy nie dokończą w całości konsumpcji lub nie zostanie ona zjedzona przez orły, myszołowy lub inne drapieżniki. By nie dopuścić do takiej sytuacji, ryś starannie chowa lub maskuje swoje ofiary.
W trakcie kolejnej sesji fotograficznej, Ryszard wyszedł ze swojego legowiska podszedł w moim kierunku, ziewnął, przeciągnął się kilkakrotnie i położył się około 3 metrów ode mnie, tak jak by chciał powiedzieć "Chciałeś zdjęć, to teraz rób w całej okazałości". Ryś standardowo traktował mnie jak powietrze. Nie przeszkadzał mu dźwięk migawki aparatu oraz mój głos, który wręcz go usypiał, co pokazywało w jak wielkim poważaniu ma moją osobę. Dziwnie reagował na rowerzystów jeżdżących ścieżką rowerową wykazując lekkie podenerwowanie. W pewnym momencie wstał i spokojnym, dostojnym krokiem ruszył w kierunku ścieżki rowerowej przecinając ją na drogę, która prowadzi do miejscowości Stare Worowo. Gdy wszedł w trzciny rozciągające się nad pobliskim rowem, obszedłem jego pozycję w dość znacznej odległości i usiadłem na drodze z której miałem dość dogodny kadr do robienia zdjęć. Ryszard po chwili powrócił na drogę i bagatelizując moją obecność ruszył dalej. Nie chcąc prowokować go do dziwnych reakcji pozostałem w bezruchu. Ryś bez zastanowienia podążał swoją ścieżką zmniejszając dystans między nami. W pewnym momencie było już tak blisko, że było już za późno na jakąkolwiek reakcję. Nie robiąc żadnych gwałtownych ruchów, by nie wprowadzać kota w niepokój, czekałem jak zareaguje na siedzącego na jego drodze człowieka. Ku mojemu zdumieniu Ryszard przeszedł obok mnie w odległości około 1 metra, przystanął na chwilkę, spojrzał na mnie i oddalił się w obranym przez siebie kursie. Pamiątką po tym spotkaniu pozostało selfie z mijającym mnie łowcą, którego więcej już później nie widziałem.
Niepokojącym jest fakt, iż tak duży, dziki, drapieżny kot absolutnie nie czuje respektu przed człowiekiem, nie robiąc sobie nic z jego obecności. Przestrzegam wszystkich przed nadmierną nonszalancją przy przypadkowych spotkaniach z rysiami. Zalecam ostrożność i rozwagę. Dorosły ryś może ważyć nawet do 30 kg i w ułamku sekundy potrafi zabić sarnę, daniela czy nawet jelenia. Na zdjęciu to piękny i słodki kociak, a w swoim naturalnym środowisku doskonały, sprytny, cichy i groźny drapieżnik, który nigdy nie wiadomo jak się zachowa w styczności z człowiekiem.
tekst i zdjęcia
Radosław Dominowski

