GL Kotłowisko - Call Center
Gdy zadzwonił telefon, przez pierwsze dziesięć sekund Józef nie wiedział, gdzie się znajduje. Poczuł nawet coś w rodzaju próżni i lekkiej paniki wynikającej z braku znajomych punktów odniesienia. Ciało już się obudziło, ale umysł nadal hasał po dzikich rubieżach między snem a jawą. Stopniowo jednak percepcja zaczęła wracać i w bladym świetle księżyca przenikającym przez zasłony rozpoznawał sprzęty sypialni. Serce odzyskiwało swój właściwy, stabilny rytm. Na szafce obok łóżka leciwy smartfon brzęczał jak trzmiel po podwójnym espresso. Telefon w środku nocy nigdy nie wróżył nic dobrego. Dlatego pełen złych przeczuć odebrał go, chociaż nadawca był nieznany.
- Halo? - zapytał, dziwiąc się jak obco i nieśmiało zabrzmiał jego głos. Odchrząknął chrypkę i dodał już pewniejszym tonem: - Słucham! Kto mówi?
Z telefonu popłynął elektronicznie modulowany głos: - Dzień dobry. Tu Centrum Obsługi Twojej Egzystencji. W trosce o jakość naszych usług informujemy, że rozmowa będzie nagrywana. Wkrótce nastąpi połączenie z konsultantem.
Nie wierzył własnym uszom. Call Centre w środku nocy...? Do jakiego stopnia trzeba być zdeprawowanym, żeby o tej porze wciskać ludziom kit? Nie ma już żadnych zasad na tym zwariowanym świecie - westchnął zrezygnowany - Żadnych.
- Proszę czekać. Rozmowa będzie kontynuowana.
Normalnie rzuciłby słuchawką, ale te nowoczesne pudełka nie przewidują takiej opcji. Choćby nie wiem, jak zamaszyście przeciągał palcem po ekranie, koniec rozmowy będzie tylko końcem rozmowy. A chyba ma prawo pokazać, że jest wściekły. Przecież nie będzie udawał, że nic się nie stało, kiedy został wyrwany ze snu w środku nocy.
- Proszę czekać. Rozmowa będzie kontynuowana.
Nie... Tego nie można tak po prostu zostawić. Raz odpuścisz i zaczną dzwonić co noc ze swoimi ,,atrakcyjnymi” ofertami przygotowanymi specjalnie dla ciebie. Wyciągną złodzieje ostatni grosz i jeszcze tak cię zamotają, że będziesz prosił o więcej. Porąbany kraj…
- Proszę czekać. Rozmowa... Dzień dobry. Mam na imię Michał i dzwonię do pana z Działu Obsługi Klientów Terminalnych. Wkrótce zakończy się darmowy pakiet dostępu do naszych usług. W związku z tym przygotowaliśmy specjalnie dla pana atrakcyjną ofertę abonamentową pozwalającą przedłużyć egzystencję w bardzo atrakcyjnej cenie. Czy jest pan zainteresowany naszą ofertą?
Słodki jak likier głos konsultanta nie zdradzał krztyny refleksji z powodu późnej pory i do złudzenia przypominał wyzuty z emocji automat. Józef poczuł, że jego puls niebezpiecznie przyspiesza. Miał wrażenie, że zamiast głowy ma kipiący gniewem kocioł, którego zawór bezpieczeństwa właśnie się przegrzewał.
- Nie, nie jestem zainteresowany państwa ofertą - wycedził powoli, akcentując każde słowo. - Nigdy nie byłem i nie będę zainteresowany państwa ofertą. To skandal, żeby w środku nocy wyciągać człowieka z łóżka tylko po to, żeby wcisnąć mu wasz szajs! Żegnam!!! - Wykrzyczał na koniec, dając wreszcie upust emocjom. Po czym wskazującym palcem przesunął po ekranie tak zamaszyście, jak tylko potrafił. Niestety telefon nie zareagował ani na pierwszy gest, ani na następny. Ani też wtedy, gdy Józef zaczął zapamiętale szlifować go palcem jak maskę swojej skody polerką.
Rozumiem, że nie jest pan zadowolony z naszych usług - kontynuował konsultant Michał. - Proszę jednak zauważyć, że pakiet podstawowy, z jakiego pan korzystał, umożliwia dostęp do niewielu udogodnień i nie zapewnia takich atrakcji, jakie gwarantujemy abonentom premium. Skieruję teraz pana do działu reklamacji, gdzie będzie mógł pan podzielić się swoimi uwagami. Informuję również, że zgodnie z pana wolą subskrypcja nie zostanie przedłużona. Dezaktywacja egzystencji nastąpi w ciągu godziny. Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług.
- Dezaktywacja egzystencji? - Józef spojrzał zdezorientowany na ekran smartfona. W prawym górnym rogu pojawiło się pulsujące serduszko. Przetarł dłonią spocone czoło. Co to za głupi żart? Czyżbym dał się wkręcić w jakiś debilny program, w którym robią z uczciwych ludzi idiotów? Rozejrzał się wokół podejrzliwie, szukając w zakamarkach sypialni oka kamery, ale wszystko wyglądało zupełnie normalnie.
- Witamy w Dziale Reklamacji. Jeżeli jesteś zadowolony z naszych usług i poleciłbyś je innym śmiertelnikom, naciśnij 1. Jeżeli nie jesteś zadowolony z warunków swojej egzystencji, naciśnij 2.
Józef przycisnął opuszkę wskazującego palca do cyferki 2, zaklinając w duchu, żeby ekran zadziałał. Udało się. Telefon ożył, migając ponownie pulsującym serduszkiem. A raczej jego częścią. Prawa półkula zaciemniła się lekko, jakby wypaliła się jakaś dioda.
- Aby przejść do sekcji nieszczęśliwych związków naciśnij 1. Jeżeli nie odpowiada ci twój status materialny, naciśnij 2. Traumy z dzieciństwa prześledzisz pod numerem 3. Status realizacji twoich marzeń sprawdzisz pod numerem 4.
Coraz bardziej zdezorientowany Józef nie mógł skupić się na płynących z telefonu komunikatach. Mimo uchylonego w sypialni okna zrobiło mu się bardzo duszno. Zaczął szarpać się z pidżamą, próbując rozpiąć guzik, ale zamiast tego wyrwał go z kawałkiem plisy. Tymczasem monotonny głos z telefonu wyliczał kolejne plagi żywota w pakiecie podstawowym.
- Nadwaga, niedowaga, krzywy zgryz naciśnij 17. Tępota, zgryzota, brak poczucia humoru naciśnij 18.
Józef nie należał nigdy do osób bojaźliwych i raczej trudno było go zmanipulować, ale i on zdawał sobie sprawę, jak podstępny potrafi być telemarketing. Trzeba być bardzo czujnym, żeby bezwiednie nie narobić sobie biedy jakąś nieprzemyślaną zgodą. Albo dezaktywacją… Spojrzał raz jeszcze na ekran i coraz bledsze serce migające w jego górnym rogu. W tym samym momencie poczuł silny, kłujący ból w klatce piersiowej. Pewnie nerwoból. A jeśli nie…
- W pozostałych przypadkach naciśnij 42.
Pospiesznie wystukał na klawiaturze 4, 2 i zamarł w oczekiwaniu.
- Dzień dobry. Mam na imię Gabriel. Czym mogę służyć?
- Ja… Ja chciałbym przedłużyć subskrypcję. Subskrypcję mojej egzystencji przedłużyć chciałbym.
- Niestety panie Józefie, ale dezaktywacja pana egzystencji jest już w toku. Zgodnie z pana wolą.
- Ale nie... Ja się rozmyśliłem. Ja chcę egzystować!
- No cóż... W drodze wyjątku mógłbym zaproponować panu pewną ofertę, ale uprzedzam, że warunki nie są zbyt atrakcyjne. Pensja minimalna, mieszkanie w suterenie i zaawansowana podagra.
- Przecież ja to wszystko mam. Dawaj pan, zgadzam się!
- Do tego niska samoocena, fobia społeczna i brak górnych jedynek.
- Panie, błagam, serce mi zaraz zgaśnie. Zgadzam się!
Ranek przywitał Józefa bezchmurnym niebem i świergotem wróbli. Przeciągnął się leniwie, powoli wracając do rzeczywistości. Słabo spał, ale mocna kawa powinna postawić go na nogi. Zapowiadał się udany dzień, zwłaszcza, że umówił się z Romkiem na ryby. Sięgnął po leżącą na stoliku nocnym komórkę i wystukał numer przyjaciela.
- Romek? Suchaj stary, nie uwiezys, co mi się psysniło!
Monika Werner

