GL Kotłowisko - Dziewczynka
Jest grudniowe popołudnie.
Do świąt został tydzień. To jest czas kiedy na punkcie świąt większość ludzi szaleje. Ale nie ona. Ona postanowiła wyjechać. Telewizja rzyga informacjami co musisz kupić, żeby święta były idealne i udane. Na nią to nie działa. Zresztą nigdy nie lubiła kupować prezentów. Nie dlatego, że szkoda jej było pieniędzy, ale zwyczajnie miała problem z wyborem. A tak naprawdę wolałaby, żeby prezentów nie było.
Nie lubi świąt. Nigdy nie lubiła. W tym czasie zawsze ma ochotę zakopać się gdzieś, gdzie jej nikt nie znajdzie. I telefon też by wyłączyła.
Przyjechała nad morze sama. Wynajęła mały domek na dziesięć dni. Do domu wróci już po świętach. W pracy wzięła urlop. Z tym akurat nie było problemu. Szef nie lubi jak na nowy rok zostaje dużo niewykorzystanego.
Przyjechała tu bo chciała uciec. Odciąć się od tych wszystkich świątecznych tematów. Od choinek, prezentów, pierogów. Upiekłaby ciasto. Potrafi . Mazurek makowy. Jej ulubiony. Ale po co? Sama by jadła.
Podeszła do walizki którą, wchodząc do pokoju, położyła na kanapie. Powoli zaczęła wyjmować z niej rzeczy po czym włożyła je do szafy. Kładąc każdą partię wygładzała ręką, żeby się nie pogniotły. Zawsze robiła to dokładnie. Prasowanie nie było jej ulubionym zajęciem.
Przebrała się w swoje ulubione dresy i poszła do kuchni.
Nastawiła w czajniku wodę na kawę. Kawa o tej porze? – pomyślała przez chwilę – chyba nie będę miała problemów z zaśnięciem. Z wiklinowego koszyka, który stał na stole, wyciągnęła kubek. Zawsze go ze sobą zabiera jak gdzieś wyjeżdża. Z niego, kawa smakuje najlepiej. Gotująca się woda dawała o sobie znać. Zrobiła kawę i z kubkiem w ręku podeszła do okna. Piękny widok – pomyślała patrząc na morze. Dziś wyjątkowo spokojne. Wypiję kawę i pójdę na spacer - zadecydowała biorąc duży ciepły łyk.
Maszerowała plażą szybkim krokiem. Raz po raz, robiąc głębokie wdechy. Przyspieszyła. Potem zaczęła biec. Coraz szybciej i szybciej. Do czasu, aż poczuła , że już dłużej nie da rady. I znowu szła. Teraz już wolno. Jej oddech z każdym krokiem zwalniał.
Kiedy skręcała w stronę domku była już szarówka. Miała pokonanych parę kilometrów. Była zmęczona ale to jej dobrze zrobiło. Przewietrzyła głowę. Zmęczenie fizyczne zawsze przekładało się na dobry sen. Oby dziś tak było. Potrzebowała tego. Zasnąć i przespać do rana. Wstanie kiedy się obudzi. Nic nie będzie planować.
Wzięła gorącą kąpiel. Tego dnia nie czytała nawet książki. Od jakiegoś czasu miała postanowienie, że każdego wieczoru będzie czytała co najmniej dziesięć stron. Mogło być więcej, ale nie mniej jak dziesięć. Wyciszyła telefon i poszła spać.
Obudziła się rano, za oknem było już widno. Przeciągnęła się powoli na łóżku i z zadowoleniem stwierdziła, że bardzo dobrze spała. To pewnie zasługa tego morskiego powietrza – pomyślała – i tej dodatkowej wczorajszej aktywności. Ten wczorajszy krótki bieg, przypomniał jej o tym, jak bardzo lubiła biegać. A może to jest ten moment, żeby powrócić do tego znowu? Kiedyś to bieganie dawało jej siłę do pokonywania codziennych trudności. Tylko ci co biegają lub uprawiają jakiś sport wiedzą jak to działa. Jak już wejdzie w nawyk, to nie wydłubiesz. Jest jak narkotyk. Zdrowy i bardzo uzależniający. Myśli kotłowały jej się w głowie. Po chwili wiedziała, że choć nie planowała niczego planować, bieganie musi się znaleźć na liście. Do tego zawsze była przygotowana. Torba z butami do biegania i resztą sportowych ciuchów jeździła z nią wszędzie. Tak na wszelki wypadek. Gdyby jednak.
Poranek mijał jej spokojnie. Zjadła śniadanie. Jajecznica, lekko ścięta, z wiejskich jajek, które przywiozła ze sobą. Kawę piła wpatrując się w morski widok za oknem a chwilę później maszerowała już plażą.
Miała dużo czasu. Nigdzie nie musiała się spieszyć.
Szła równym krokiem. Raz po raz obracała się o 360 stopni i podziwiała nadmorskie widoki. Morze, zawsze robi na niej wrażenie. Nie potrafi wytłumaczy dlaczego. Jest piękne. O każdej porze roku. Góry też jej się podobają Ale morze ma bliżej. Dwie i pół godziny i jest na miejscu.
Dzień był chłodny więc bardziej naciągnęła czapkę na uszy, a szalikiem szczelniej owinęła szyję. Szła brzegiem rozglądając się cały czas. Zerkała to na morze, to- odwracając się- sprawdzała, jaką odległość pokonała już od domku. I pod nogi też, w nadziei, że może znajdzie jakiś bursztyn, którego wcześniej nikt nie wypatrzył. Minęła młodą parę. Szli trzymając się za ręce. Ach ta młodość – pomyślała – kiedy to było. Była już dojrzałą kobietą. Ale nie starą. Tak naprawdę, co znaczy, że ktoś jest stary? Można być starym już za młodu. Ona taka nie była. To prawda, że chwilowo jakby trochę „oklapła”, ale w środku czuła się wciąż młoda.
Nagle zaczepiła nogą o patyk, który leżał na piasku. O mały włos a leżałaby jak długa. To chyba znak, że miała go podnieść. Szła dalej, trzymając go w ręku, i raz po raz wymachiwała nim w taki sposób jakby dyrygowała. A może właśnie w tych momentach nadawała rytm i kierunek swoim marzeniom? Kto wie.
W sumie, ten dzień spędziła bardzo aktywnie. Najpierw spacer a potem zaplanowany bieg. Zaczęła delikatnie tego dnia. Biegła. Maszerowała. Biegła. Maszerowała. Dotleniła się. Wraz z tą aktywnością myśli o świętach zostały daleko za nią. I tak miało być.
Dziś czytała przed snem książkę, którą zabrała ze sobą. I było to dużo, dużo więcej stron, niż te minimalne dziesięć. Jeśli chodzi o rodzaj książek jakie czytała, to szukała nieoczywistych. Nie zwracała uwagi na listy najbardziej poczytnych tytułów. Nie sugerowała się wyborem, patrząc na ranking Empiku. Dla niej nie istniało określenie, że „ coś powinna przeczytać”. Miała swój sposób wyboru. Odpowiedni tytuł zawsze pojawiał się gdzieś w jej przestrzeni i trafiał do niej wtedy, kiedy szukała kolejnej książki do przeczytania.
Kolejne dni mijały podobnie. Dużo spacerowała, biegała, wieczorami czytała książki. Jedno ją tylko zastanawiało. Czasami miała wrażenie, jakby ją ktoś obserwował. Rozglądała się czasem, kiedy czuła na sobie czyjś wzrok, ale nikt nie wydawał jej się podejrzany. Dziś widziała w oddali małą dziewczynkę. Dwa razy. Ale przecież ona nie mogła jej śledzić. Zapamiętała ją bo ubrana była w czerwony płaszczyk, który rzucał się w oczy. Siedziała na schodach przy zejściu na plażę.
Obudziła się w wigilijny poranek wcześnie. Poleżała chwilę w łóżku po czym stwierdziła, że skoro i tak już nie zaśnie pójdzie zrobić zakupy. Ubrała się szybko. Śniadanie i kawę odłożyła na później. Tak na spokojnie. Nie lubiła jeść w pośpiechu. W sumie nie musiałaby się spieszyć, ale znając życie, ludzie będą biegać na ostatnią chwilę za zakupami, a ona wolałaby uniknąć. Tych kolejek i całego zamieszania. Wzięła kartkę i zapisała: chleb albo bułki, mleko, twaróg, pomidory. W pewnej chwili uśmiechnęła się na myśl o swoich świątecznych zakupach. One niby świąteczne, a w ogóle nieświąteczne. Ale co jej więcej do szczęścia potrzeba. Nie będzie teraz kupować ryby albo jakichś pierogów. Pierogi, jeżeli mają być na wigilię, to tylko takie jak babcia robiła. Z twarogiem, słodką kapustą i cebulką. Zamyśliła się chwilę i stwierdziła, że zrobi je po świętach. Kiedy wróci do domu.
Jako ostatnią pozycję na liście zakupów dopisała makowiec, ale kupi tylko wtedy jeśli będzie miał prawie sam mak. A niech tam będzie ten akcent świąt.
Więcej nie musi kupować. Ma jeszcze parę rzeczy w lodówce.
Nałożyła kurtkę, szczelnie owinęła szyję szalikiem. Z kluczem w ręku podeszła do drzwi wejściowych.
Kiedy je otworzyła, stanęła jak wryta. Klucz, który trzymała w dłoni, jak na zwolnionych obrotach spadał w dół, a potem odbijając się od jej traperów z brzdękiem zatrzymał się na kostce chodnikowej. Stała nieruchomo, patrząc przed siebie. Nie poruszyła się z miejsca przez dobrą chwilę.
To co zobaczyła, a raczej kogo.....
Nie wiedziała jak ma się zachować. Co zrobić. Krzyknąć, czy podejść powoli? A to co widziała, czy było rzeczywiste?
Stała tak i patrzyła na małą dziewczynkę, która siedziała na ławce. Miała na sobie czerwony płaszczyk. Mała rękoma opierała się o siedzisko, a jej zwisające nogi majtały się na przemian. Raz prawa do przodu, a raz lewa. O rany, wygląda jak ja w jej wieku! – pomyślała.
Pamięta zdjęcia z domu rodzinnego. Też miała takie. Siedziała na ławce przed domem. Tylko zdjęcie było zrobione latem, więc była tylko w letniej sukience i sandałkach, a ta mała miała na nogach krótkie kozaczki. Jednak sukienka, była taka sama, w biało różową kratkę.
Co tu się dzieje? - to była jedna z tysiąca myśli, które przewaliły się przez jej głowę w tamtej chwili.
Stała nieruchomo. Powoli zamknęła usta, ale nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Patrzyły na siebie w milczeniu. Mała na nią a ona na Małą. Co ona tu robi? – pomyślała ale nie powiedziała tego na głos. I w tej chwili stało się coś dziwnego. Widziała, widziała to dobrze, że usta Małej nie otwierały się, a jednak usłyszała dziecięcy głos .
- Jestem tu, żebyś w te święta nie była sama.
- Ale ja tu przyjechałam dlatego, że chciałam być sama !– wyrzuciła szybko z siebie jednym tchem.
- A mnie się wydaje, że sama siebie okłamujesz – usłyszała
Na to, nie miała już żadnych argumentów. Zresztą, co ona będzie dziecku tłumaczyć dlaczego tu jest. Chciała się zakopać to tak zrobiła. Znajomi jej trochę zazdrościli, a Maryla stwierdziła mówiąc: „Ale masz fajnie, wyjedziesz, nic nie musisz szykować. Odpoczniesz, nie to co ja. Wszystko na mojej głowie.”
Z tych rozmyślań wybił ją dźwięk przychodzącego powiadomienia. Sięgnęła do kieszeni kurtki. To wiadomość od ciotki. Przysłała życzenia. I w tej chwili wróciła do rzeczywistości. Przecież szła do sklepu po zakupy. Spojrzała na zegarek. Była godzina 8:50.
Patrząc na Małą, nie wiedziała co ma zrobić: iść, czy zostać. Ale ona, odczytując jej myśli powiedziała:
- Idź, załatw co musisz, a potem spędzimy czas razem. Będziemy bawiły się jak dzieci. To ci dobrze zrobi. Ja tu na ciebie poczekam.
Kobieta powoli podniosła z chodnika klucze. Schowała je do kieszeni, nie zamykając już nawet drzwi wejściowych. Potem idąc wolnym krokiem , zniknęła za żywopłotem.
Zakupy w spożywczym szybko załatwiła. Idąc z powrotem, pomyślała o czym mówiła Mała. Będziemy bawiły się jak dzieci. Ale jak? Wpadła na pomysł. Weszła do kolejnego sklepu. Kupiła nożyczki, klej, wycinanki , kredki, kolorową bibułę i małą paczkę bombek .
Kiedy dochodziła już do domku, Mała zauważyła ją idącą z torbami. Zeskoczyła z ławki i otworzyła drzwi wejściowe.
- Fajnie tu. Obejrzymy potem jakąś bajkę? - mówiła to spoglądając na telewizor.
- Ok – usłyszała w odpowiedzi – zobaczymy czy będzie coś ciekawego.
- Ooo... kupiłaś wycinanki i kredki . Super! Skąd wiedziałaś, że lubię malować?
- Bo ja w twoim wieku lubiłam, więc pomyślałam, że ty też.
Wiesz, mam pomysł, może zrobimy łańcuchy na tą malutką choinkę, która rośnie przy wejściu. Kupiłam też parę bombek.
- Świetny pomysł!
- To weź te rzeczy i zanieś tam na stół w pokoju. Ja zrobię nam tylko herbatę i przyjdę zaraz do ciebie.
Mała usadowiła się na krześle przy stole. Siedziała tam, rękami opierając się o blat i z wyczekiwaniem spoglądała w stronę kuchni.
Kiedy herbata stała już obok nich, zabrały się za przygotowanie łańcuchów. Najpierw pocięły wycinankę na równe paski. Wykorzystały do tego wszystkie kolory. Potem zaczęły sklejać kółka, doczepiając na przemian, każdy z przygotowanych kolorów. Dobrze się przy tym bawiły. Uśmiechały się do siebie. Kobieta zdała sobie sprawę, że chociaż dzień był trochę dziwny, to co robiły sprawiało jej przyjemność. Chociaż przyjechała tu, aby się schować, los miał dla niej inne plany. W tej małej obecności było więcej ciepła niż w jakichkolwiek świętach jakie pamiętała.
Iwona Apanel

