
Jarosław Leszczełowski
W lesie, na południowy wschód od Gronowa znajduje się starożytne cmentarzysko, które powstało w pierwszym wieku naszej ery i należy do tak zwanej kultury wielbarskiej, którą dziś większość naukowców utożsamia z germańskimi Gotami. Czas, w którym na Pomorzu bytowała ludność tej kultury nazywany jest okresem wpływów rzymskich, gdyż plemiona gockie znajdowały się wtedy pod silnym wpływem cywilizacyjnych osiągnięć Cesarstwa Rzymskiego. W ich grobowcach odnajdywano więc przedmioty importowane z cesarstwa (tzw. importy rzymskie).

Naczynia z brązu i gliny odnalezione podczas budowy gronowskiej szosy, w tym talerze z pieczęciami rzymskich warsztatów
Na gronowskim cmentarzysku grzebano ciała w wydrążonych drewnianych kłodach o długości sięgającej nawet trzech metrów. Taki rozmiar tych kłód pozwalał wkładać do grobu liczne dary na pośmiertną drogę. Były to naczynia z brązu wypełnione jadłem, ubite dzikie zwierzęta i ptactwo. Wnętrza kłód były wypalane, drążone i wygładzane. Moszczono je prawdopodobnie skórą bydlęcą lub kożuchem owczym1. Rygorystycznie przestrzegany zwyczaj Gotów zabraniał umieszczania w grobowcach broni i innych większych przedmiotów z żelaza. Zamiast tego lokowano tam liczne naczynia, części ubrania i biżuterię. Bogate wyposażenie takich grobowców kurhanowych spowodowało, że niektórzy nazywają je również grobami "książęcymi". Na gronowskim cmentarzysku polscy i niemieccy archeologowie odnajdywali liczne ostrogi oraz przedmioty ze srebra i złota, co wskazuje, że grobowce kurhanowe rzeczywiście mogły być przeznaczone jedynie dla wyższej warstwy społecznej Gotów, dla rodzin tzw. jeźdźców-wojowników. Zimą 1939/1940, podczas budowy autostrady, we wschodniej części cmentarzyska odkryto również płaskie groby jamowe2 o znacznie skromniejszym wyposażeniu. Było to niewątpliwie cmentarzysko przeznaczone dla niższych warstw społecznych. Nie odkryto tam np. ostróg.
Cmentarzysko kurhanowe było użytkowane od II do III w. n.e. Później zaniechano pochówków, gdyż ludność gocka przeniosła się na tereny Mazowsza, Podlasia oraz Polesia i Wołynia. Osada Gotów była położona nad Bagnami Drzeńskimi, które na początku naszej ery mogły tworzyć jezioro będące źródłem wody dla osady. Wysokie brzegi tego ostoiska wodnego stwarzały wiele dogodnych miejsc dla budowy osady. Archeologowie ze Szczecina dokonali odkrycia dawnej osady i pól ornych położonych na zachód od najstarszych kurhanów. Znaleziono też pozostałości pieca chlebowego3.
Gronowo powstało prawdopodobnie na początku XV w., gdyż w 1420 r. wymieniono ją wśród miejscowości spustoszonych przez polską wyprawę wojenną4. Polacy sprzymierzeni ze szczecińskimi książętami zaatakowali Nową Marchię, pustosząc m.in. Drawsko, Mielenko, Żabin, Żabinek, Żeńsko i Gronowo. Ta ostatnia wieś należała do rycerskiego rodu Wedlów ze Złocieńca. Niespełna sto lat później przejęli ją Borkowie, którzy byli również gospodarzami w złocienieckim zamku. W liście lennym z 1499 r. znajdziemy informację, że ród ten dzierżył połowę Gronowa5. Druga połowa należała prawdopodobnie wciąż do rodziny von Wedel.
W XVI i XVII stuleciach wieś dzieliła losy innych miejscowości należących do potężnego rodu von Borcke. W drugiej połowie XVI w. wieś należała bezpośrednio do margrabiego Hansa z Kostrzyna, który wypędził Borków z posiadłości złocienieckich. W pierwszych latach XVII Borkowie odzyskali większą część swych dawnych posiadłości.
W tzw. Klasyfikacji majątków ziemskich z 1719 r.6 znajdziemy szerszą relację dotyczącą stosunków gospodarczych w tej Gronowie. Nie był to łatwy okres w historii Pomorza, gdyż dopiero zupełnie niedawno ucichły wojny, które trwały przez niemal całe poprzednie stulecie. Obce wojska wielokrotnie plądrowały okolicę. Wydaje się, że pomorskie rolnictwo natrafiło wówczas na poważne problemy. Wiele ziem leżało odłogiem z powodu zapiaszczenia lub stopniowego przeistaczania się w bagna. Przełom przyniosły dopiero szeroko zakrojone prace melioracyjne zainicjowane przez Fryderyka II w drugiej połowie XVIII stulecia.
Nieco zaskakujący jest fakt, że w 1719 r. wieś należała do wdowy po pułkowniku von Reisewitz, czyli nie do złocienieckich Borków. W Gronowie mieszkało wówczas 10 chłopów, z których każdy dysponował trzema łanami ziemi (hufen). Jednołanowe gospodarstwa posiadali natomiast młynarz i pasterz. Ziemia uprawna była bardzo zapiaszczona, możliwości hodowli i wypasu oceniano jako przeciętne. Każdy z chłopów na trzech łanach utrzymywał: 3 konie, 2 woły, 5 krów, 4 świnie, 2 kozy i 6 owiec. Chłopi na razie mogli jeszcze łowić ryby w stawie młyńskim, jednak w dokumencie Klasyfikacji odnotowano informację, że młynarz nosił się z zamiarem odebrania im tego przywileju. Kilku mieszkańców posiadało też ule. Jak w każdej ówczesnej wsi znajdowała się tam i karczma, której właściciel rocznie wydawał 18 beczek piwa. Wiejską świątynią opiekował się kościelny, który nie posiadał żadnej ziemi. Wieś była biedna i chłopi zaledwie mogli się wyżywić7.
Prawdopodobnie po śmierci wspomnianej wdowy Gronowo wróciło pod bezpośredni zarząd Borków, bo w 1767 r. wymieniane jest jako część wielkiej posiadłości Georga Baltazara von Borcke i jego małżonki z domu von Kleist.
Na przełomie XVIII i XIX wieku kolejny kryzys gospodarczy zmusił właścicieli złocienieckiego majątku ziemskiego do sprzedawania kawałków swej posiadłości. Taki los spotkał między innymi folwark w Gronowie. W latach dwudziestych XIX w. udało się na szczęście przezwyciężyć kryzys agrarny i znowu wielkie posiadłości ziemskie zaczęły przynosić poważne przychody. Wtedy to w okolicach Złocieńca powstał potężny majątek spokrewnionej z Borkami rodziny von Knebel-Doeberitz. Początkowo ród ten posiadał jedynie majątki w Darskowie i Dalewie, zakupione w latach 1771 i 1777 od Borków ze Złocieńca. W 1824 r. żona Ludwika von Knebel-Doeberitz odziedziczyła po zmarłym Wilhelmie H. Filipie von Borckem trzy kolejne majątki: w Gronowie, Chlebowie i Siecinie. Czternaście lat później wspomniany Ludwik nabył dodatkowo dobra w Suliszewie, a w 1846 r. jego syn Constantin kupił od właściciela złocienieckiego zamku Bernharda von Mellenthina ziemie w Bobrowie.
Gronowo wraz z Bobrowem należało do Constantina von Knebel-Doeberitza. Te dwa majątki stanowić będą jeden organizm gospodarczy aż do 1945 r.8 W okresie międzywojennym syn Constantina - Artur von Knebel Doeberitz - przekazał majątek bobrowski w zarządzanie swojemu krewniakowi z Suliszewa - Hassonowi von Knebel-Doeberitz. Ten ostatni kupił też od Artura Gronowo.

Kościół w Gronowie; fot. Jarosław Leszczełowski
Jak wspomniano powyżej, w dokumencie z 1719 r. znajdowała się wzmianka o kościelnym, który opiekował się wiejską świątynią. Obecny ryglowy budynek kościoła pochodzi prawdopodobnie z przełomu XVII i XVIII w., a strzelista drewniana wieża została wzniesiona w 1703 r., co potwierdza napis na drewnianej belce więźby dachowej. W poszukiwaniu starych napisów obejrzałem dokładnie belki ryglowej konstrukcji świątyni, znajdując jedynie ich rzymską numerację. Dawni budowniczowie nie znali widać stosowanej już od średniowiecza konwencji zapisu rzymskich cyfr, która nakazuje zapisywać cyfry 4 i 9 jako IV i IX. Cieśla z Gronowa wycinał na belkach konsekwentnie: IIII i VIIII.
Osiemnastowieczny budynek świątyni zachował się do dziś, ale jego stan do niedawna budził poważne obawy. Lokalna społeczność, a zwłaszcza złocieniecki proboszcz Wiesław Hnatejko, podjęli energiczne działania, żeby pozyskać środki na remont tego wartościowego obiektu. Droga uzyskiwania środków finansowych i załatwiania licznych formalności była długa i niezwykle uciążliwa, ale złocieniecki proboszcz potrafił sprostać jej wymaganiom. Historia gronowskiej świątyni ma więc pozytywne zakończenie, gdyż latem 2013 r. ruszyły prace remontowe. W pierwszym etapie renowacji poddano drewnianą wieżę, która zagrażała całej budowli, przechylając się i naciskając całym swym ciężarem na główny budynek. Zachowano część historycznych belek wieżowej konstrukcji, a przegniłe elementy zastąpiono nowymi o identycznym kształcie. Liche kamienne fundamentu zastąpiły nowe, betonowe, które zatopiono na głębokość 1,3 m w ziemi. Wymieniono też odeskowanie starej wieży i drewniany gont na jej hełmie; oczywiście nowe elementy były identyczne z oryginalnymi.

Kościół w Gronowie podczas renowacji. Na pierwszym planie zdemontowany hełm wieży, pokryty jeszcze starym gontem. Fot. Maciek Leszczełowski
Dawnym zwyczajem było lokowanie wokół wiejskich kościółków cmentarzy. Tak się stało również w Gronowie. Pierwotnie kościół nie miał drewnianej wieży i właśnie na jej miejscu znajdował się stary cmentarz. Kiedy w 2013 r. zespół budowlańców rozebrał kamienne fundamenty wieży, odkryte zostały stare groby, najprawdopodobniej sześciu osób. Miejsca pochówku znaleziono pod fundamentami i pod wielkim drzewem na dziedzińcu kościelnym.
Najcenniejszą pamiątką historyczną gronowskiego kościoła jest szesnastowieczny dzwon, który został przeniesiony ze starszej budowli, która stała we wsi w XVI w.
Jeszcze w okresie międzywojennym na wieży znajdywały się aż dwa stare dzwony. Pierwszy i większy, o średnicy 65 cm, został odlany w 1566 roku przez niejakiego Josta van Westena, co można było odczytać z napisu:
Jost van Westen anno domini MDLXVI.
Drugi dzwon był tylko o kilka lat starszy i został odlany przez dość znanego ludwisarza Joachima Karstedego w 1571 roku. Ma on 37 cm średnicy i jest bogato zdobiony, co nie jest takie częste w przypadku szesnastowiecznych dzwonów. Na jego czaszy znajduje się misternie wykonany wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Ozdoba ta stanowi pewną zagadkę, gdyż jest bardzo nietypowa dla szesnastowiecznych protestanckich dzwonów odlewanych przez Karstedego. Staroniemiecki napis na dzwonie brzmi:
Al Din vorgedt, Gades Wort blift euch. Jochim Karstede (Wszystkie rzeczy przemijają, Słowo Boże wam pozostanie. Jochim Karstede).
Ciekawe jest zestawienie napisów na tych dwóch dzwonach. Pierwszy został napisany po łacinie, a data rzymskimi cyframi, natomiast drugi sformułowano w staroniemieckim, datę zaś zapisano arabskimi cyframi. Pierwsza konwencja jest charakterystyczna dla kościołów katolickich, natomiast napisy w języku ojczystym (w tym przypadku niemieckim) umieszczali na dzwonach protestanci. Wprawdzie już w 1538 r. margrabia Nowej Marchii, Johann z Kostrzynia, wprowadził protestantyzm jako oficjalną religię w swym państwie, jednak przechodzenie na nową wiarę mieszkańców miejscowości oddalonych od stolicy musiało trwać wiele lat. Skądinąd wiadomo, że złocieniecki pleban opierał się przez jakiś czas protestanckim nowinkom. Wygląda na to, że wierni z Gronowa przyjęli nową wiarę między odlaniem jednego a drugiego dzwonu, czyli między 1566 a 1571 rokiem.
Do 1917 r. w kościele znajdował się jeszcze trzeci dzwon, który został ufundowany przez Konstantina von Knebel-Doeberitza w 1840 r. Jego średnica wynosiła 70 cm, a został odlany w Tucznie przez H. Boettgera.

Pięknie zdobiony gronowski dzwon z wizerunkiem Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Fot. Maciek Leszczełowski
Dziś na wieży znajduje się tylko jeden dzwon. Nasuwa się więc pytanie: co stało się z dwoma pozostałymi? Ofiarą cesarskiego rozporządzenia z 1917 r. padł z pewnością dziewiętnastowieczny dzwon ufundowany przez Konstantina von Knebel-Doeberitza. Walczące na dwóch frontach cesarstwo niemieckie potrzebowało wtedy surowców i jego władca wprowadził obowiązek oddawania dzwonów o mniejszej wartości historycznej. Dwa szesnastowieczne dzwony przetrwały I wojnę światową, jednak podczas kolejnej naziści również zorganizowali zbiórkę przedmiotów z metali kolorowych. Wtedy prawdopodobnie zabrano dzwon z Gronowa, który jak wiele innych pomorskich dzwonów wylądował na tzw. cmentarzysku dzwonów w Hamburgu. Większość znajdujących się tam dzwonów została wprawdzie przetopiona, ale ocalałe zwrócono poszczególnym parafiom po wojnie. Wyjątek stanowiły dzwony pochodzące z terenów utraconych przez Niemcy w wyniku wojny, np. z Pomorza Zachodniego. Takie dzwony zostały określone jako tzw. "Patenglocken" i przekazano je gminom ewangelickim w Niemczech Zachodnich. Istnieje więc niewielkie prawdopodobieństwo, że odlany w 1566 r. dzwon z Gronowa ocalał i wisi w jakimś zachodnioniemieckim kościele. Zagadkę tę można by rozwiązać, gdyż lista "Patenglocken" znajduje się w jednym z berlińskich archiwów.
Siedziba wielkiej bobrowsko-gronowskiej posiadłości ziemskiej rodziny von Knebel-Doeberitz znajdowała się w pałacu w Bobrowie (niem. Dietersdorf), w którym na początku stulecia mieszkał Artur von Knebel-Doeberitz z małżonką. Gdy współgospodarzem bobrowsko-gronowskich włości został Hasso von Knebel-Doeberitz, wzniósł on w latach 1923-1924 pałac w Gronowie, gdzie przeprowadził się wraz ze swą rodziną. Budowa nowej siedziby nie była łatwa, gdyż do Gronowa wiodła wtedy jedynie ośmiokilometrowa piaszczysta droga ze Złocieńca. O transporcie cegieł z miasta nie mogło być więc mowy, poza tym panował kryzys i trudno było o węgiel niezbędny do ich wypalania. Siedziba Hassona została więc wzniesiona w sposób wielce nowatorski, gdyż materiałem budowlanym były gliniane płyty, które wytwarzano na miejscu. Efekt był, według Hassona von Knebel-Doeberitza, doskonały, gdyż budowla miała znakomite właściwości: latem oferowała miły chłód, a zimą - ciepło.

Ruiny pałacu. Fot. A. i B. v. Knebel-Doeberitz
Córka Hassona - Waldtraut Treilles - pięknie opisała dawny wygląd i atmosferę w pałacu:
Dom mojego dzieciństwa był cały biały, zbudowano go z glinianych "kamieni", co stanowiło wówczas absolutną nowość […]. Dom miał dwadzieścia sześć pokoi, do tego kuchnie i spiżarnie. W jednej przechowywano wina, w drugiej warzywa, w trzeciej mięsa wędzone i peklowane, w tym całe dziki, które były wędzone dymem z płonącego drewna brzozowego lub jałowcowego. Następnie był tam jeszcze wielki strych ze starymi kuframi, gdzie bawiliśmy się w chowanego9.

Pałac w Gronowie

Kuźnia nad stawem w Gronowie; dziś nie istnieje

Plebania i kościół w Gronowie
W latach 1945-1946 niemieccy mieszkańcy zmuszeni zostali do opuszczenia Gronowa, a do wsi przybywali osadnicy z utraconych Kresów i centralnej Polski. Wśród polskich osadników byli też byli jeńcy wojenni i robotnicy przymusowi.
Majątek ziemski nie został rozparcelowany, lecz przejęły go Państwowe Nieruchomości Ziemskie, które administrowały tam do 1950 r. Wtedy powołano Państwowe Gospodarstwa Rolne (PGR), a jedno z nich objęło dawną posiadłość von Knebel-Doeberitzów. W pałacu urządzono pomieszczenia biurowe i mieszkania służbowe. Budynek ten ulegał jednak stopniowej dewastacji i w końcu został kompletnie zrujnowany. PGR było największym pracodawcą we wsi i nadawało ton życiu gospodarczemu we wsi. Jego struktury ulegały na przestrzeni lat wielu zmianom.
W Gronowie żyli też rolnicy indywidualni, którzy po osiedleniu się otrzymali kilkuhektarowe gospodarstwa, jednak, jak się wkrótce okazało, nie na długo. Na początku lat pięćdziesiątych XX w., w czasach stalinowskich, komunistyczne władze rozpoczęły obłędną akcję kolektywizacji rolnictwa. W powiecie drawskim działania te prowadzano w sposób wyjątkowo brutalny. Spółdzielnię produkcyjną zorganizowano również w Gronowie. Ponieważ chłopi stawiali opór, próbowano ich zastraszać. W Gronowie i jego okolicach niechlubną działalność prowadził sekretarz komitetu gminnego PZPR w Ostrowicach niejaki Myszkiel. Kiedy jeden z gospodarzy Hieronim Rygiewicz odmówił wstąpienia do spółdzielni, Myszkiel powiedział mu, że zostanie za to wywieziony na Syberię. Innym rodzajem nacisku było zwalnianie z pracy członków rodziny rolników, którzy nie chcieli wstąpić do spółdzielni. Gospodarzowi z Gronowa o nazwisku Samka wspomniany Myszkiel nakazał odebrać trzy kwintale zboża, co oznaczało utratę środków do życia dla rodziny. Samka nie miał wyjścia i jeszcze tego samego wieczoru zapisał się do spółdzielni, odzyskując zabrane zboże10. Środki stosowane przez władze powiatu drawskiego były tak brutalne, że interweniowały władze centralne, usuwając z PZPR i zajmowanych funkcji w powiecie kilka odpowiedzialnych osób.
W okresie gomułkowskim sytuacja rolników nieznacznie się poprawiła, ale w dalszym ciągu obowiązkowe dostawy uniemożliwiały racjonalne gospodarowanie. Sytuacja ta uległa zmianie dopiero po 1970 r.
W ramach kolejnej reorganizacji PGR około 1975 r. powstało Państwowe Wieloobiektowe Gospodarstwo Rolne (PWGR) w Złocieńcu. Przedsiębiorstwo to obejmowało zakłady rolne w Darskowie (wraz z folwarkiem w Gronowie), Cieszynie, Starym Worowie, Bobrowie i Grabinku (dziś Bolegorzyn). W latach osiemdziesiątych Zakład Rolny w Darskowie wraz z folwarkiem w Gronowie posiadał 950 hektarów ziemi. Uprawiano zboża, rzepak i ziemniaki. Hodowla obejmowała bydło mleczne i opasowe. Stado liczyło 650–700 sztuk, w tym 240 krów mlecznych. Zakład zatrudniał wtedy 108 pracowników11.
W czasie kryzysu lat z początku lat dziewięćdziesiątych XX w. upadł PRG w Złocieńcu. Wartościowe wyposażenie i maszyny Zakładu Rolnego w Darskowie miały zostać zlicytowane, czemu zapobiegli mieszkańcy Darskowa, nie dopuszczając do zakładu komornika i uczestników licytacji. W 1994 r. kierownictwo zakładu rolnego wraz z załogą podjęło decyzję o założeniu spółki cywilnej w celu kontynuacji produkcji rolnej i przejęcia majątku PGR. Jednocześnie załoga nie wyraziła chęci przystępowania do tej spółki, której udziałowcami mieli zostać tylko Stanisław Baliński oraz Artur Osak. Wspólnicy mieli zatrudnić dawnych pracowników PGR i wydzierżawić majątek tego przedsiębiorstwa. Agencja Nieruchomości Rolnych zorganizowała w Koszalinie przetarg na dzierżawę, który łatwo wygrała darskowska spółka. Nikt inny nie stanął zresztą do konkursu, bo prowadzenie spółki zatrudniającej kilkadziesiąt osób w latach transformacji systemowej i gospodarczej było nie lada wyzwaniem12. W ofercie wspólnicy zadeklarowali chęć zatrudnienia wszystkich pracowników Zakładu Rolnego w Darskowie i folwarku w Gronowie. Spółka wykupiła maszyny rolnicze, jednocześnie wydzierżawiając ziemię i budynki gospodarcze. Uzgodniono miesięczny czynsz za tę dzierżawę13. Nowa spółka zgodnie z ofertą dała pracę wszystkim pracownikom PGR z Darskowa i Gronowa, a nieuchronna redukcja zatrudnienia następowała w naturalny sposób poprzez odchodzenie na emeryturę14.

Herb ze złocienieckiego zamku wmurowany w ścianę współczesnej budowli w Gronowie; zdjęcie udostępniła Lucyna Jabłońska
Po latach doszło do podziału firmy między wspólników. Artur Osak zatrzymał folwark w Gronowie i część ziemi z darskowskiego gospodarstwa, natomiast Stanisław Baliński przejął Darskowo, które po latach dzierżawy zakupił15.
Zabudowania dawnego folwarku w Gronowie znalazły się w rękach prywatnych. Właściciele tego obiektu pieczołowicie odremontowali dawne budynki gospodarcze i wybudowali nowe, które swoim stylem znakomicie dopasowały się do starej zabudowy.
Ciekawostkę stanowi fakt, że w ścianę jednej z nowych budowli wmurowano herb właścicieli zamku w Złocieńcu - Bernarda von Melenthina i jego małżonki z darskowskich von Knebel-Doeberitzów. Ten zabytkowy element był do połowy lat siedemdziesiątych wmurowany we frontową ścianę złocienieckiego zamku.
Przypisy:
[1] R. Wołągiewicz, Cmentarzysko kurhanowe kultury wielbarskiej w Gronowie w świetle badań w latach 1973-1976, Materiały Zachodniopomorskie XXII, 1976, s. 76.
[2] R. Wołągiewicz, Gronowo 1973, badania na cmentarzysku kurhanowym z okresu wpływów rzymskich, Materiały Zachodniopomorskie, s. 129.
[3] R. Wołągiewicz, Gronowo 1973, badania na cmentarzysku kurhanowym z okresu wpływów rzymskich, Materiały Zachodniopomorskie, s. 142.
[4] P.v. Niessen, Geschichte der Stadt Dramburg, 1897 r., s. 83.
[5] Tamże, s. 107.
[6] P. Schwartz, Die Neumark. Jahrbuch des Vereins für Geschichte der Neumark. Neue Folgen der Schriften. Herausgegeben vom wissenschaftlichen Ausschuß. Heft 4. Die Klassifikation von 1718/19. Ein Beitrag zur Familien- und Wirtschaftsgeschichte der neumärkischen Landgemeinden, Landsberg, 1927 r. s. 125.
[7] Tamże, s. 125.
[8] H. Waetjen, Geschichte des Geschlechtes von Knebel Doeberitz, Braunschweig 1966r., s. 49.
[9] W. H. Treilles, Das Leben ist ein Chamaeleon. Vom Schloss im Schnee zum Palmenstrand, Magdeburg 2009, s. 18.
[10] K. Kozłowski, Źródła do dziejów kolektywizacji rolnictwa w powiatach Drawsko i Białogard (1950-1951), Szczecin 1992, s. 134.
[11] Według relacji Stanisława Balińskiego spisanej 3 marca 2017 r.
[12] Tamże.
[13] Tamże.
[14] Tamże.
[15] Tamże.