Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!
Jarosław Leszczełowski
Wieś pojawiła się po raz pierwszy w dokumentach źródłowych już w 1320 r., a kilkanaście lat później w księdze ziemskiej z 1337 r. wymieniono ją wśród posiadłości tajemniczych „panów de Bruthow” (lub „Gruthow”). Nie ma pewności, czy chodziło o ród Wedlów, czy też Güntersbergów. Wieś Güntershagen powstała z pewnością jeszcze przed rokiem 1320, kiedy wymieniono ją po raz pierwszy, jednakże nie sposób podać jakąkolwiek konkretniejszą datę. Próby przesunięcia powstania wsi na rok 1299, zawarte w niektórych opracowaniach, nie opierają się na rzetelnych podstawach źródłowych i zaliczyć je należy do sfery dość swobodnych spekulacji.
Historyczna nazwa Lubieszewa wywodzi się od imienia lub nazwiska jej założyciela. Wśród czternastowiecznych Guentersbergów było kilka osób o imieniu Günter, więc być może jedna z nich była założycielem dawnego Lubieszewa. Taką hipotezę wygłosił dziewiętnastowieczny historyk-archiwista Georg Wilhelm von Raumer1 we wstępie do wydania księgi ziemskiej z 1337 r. Możliwe jest również powstanie nazwy wsi od nazwiska von Güntersbergów.
Jednoznacznie jako właściciele wsi von Güntersbergowie zostali wskazani w księdze ziemskiej Karola IV z 1375 r. Güntershagen była wtedy jedną z dwóch umocnionych siedzib tego rodu. We wstępie do wydania księgi ziemskiej z 1337 r. wspomniany powyżej G. W. von Raumer wyraził opinię2, że wzmianka z 1375 r.3 potwierdza istnienie czternastowiecznego zamku w Lubieszewie. Nie jest to oczywiście wykluczone, jednak warto zachować ostrożność, gdyż żaden zapis w księdze ziemskiej jednoznacznie tego nie potwierdza, a co ważniejsze, brak informacji o takim zamku w późniejszych dokumentach źródłowych. Zupełnie natomiast błędne jest wskazywanie położenia tego średniowiecznego zameczku na charakterystycznym półwyspie nad jeziorem Lubie, gdyż wyniki badań archeologicznych przeczą tej tezie.
Młyny wodne od setek lat ogrywały ważną rolę w życiu gospodarczym wsi. Kuźnia, młyn i karczma wspomniane zostały w pierwszym pełniejszym opisie wsi pochodzącym z 1715 r. Jednak można przypuszczać, że młyn nad Kamienną Strugą ma zapewne jeszcze średniowieczną metrykę.
Zachował się dokument kontraktu młyńskiego z 6 listopada 1655 r.; na jego mocy do mielenia swego ziarna w młynie Spring zobowiązani byli mieszkańcy 4 domostw chłopskich i 1 domostwa kozata (chłopa posiadającego jedynie połowę zwyczajowego areału ziemi) w Siennicy oraz chłopi z ośmiu gospodarstw w Żabinie (określano je domostwami "borkowymi" ze względu na fakt przejęcia ich przez państwowy urząd ziemski od rodziny von Borcke ze Złocieńca). Ponadto z usług młyna Spring korzystać musieli pasterze, włościanie bez własnych domostw, owczarz i kowal z Żabina. Wspomnijmy, że w tym czasie obowiązywał tzw. monopol młyński i poddani chłopi w poszczególnych wsiach byli przypisywani do określonych młynów. Nie mogli korzystać z innych tego typu obiektów, nawet jeśli cena za mielenie byłaby niższa. Młynarz za obsługę tych osób, określanych jako "Mahlgaeste", czyli "mielący goście", otrzymywał od nich zapłatę. Ponadto na mocy kontraktu przysługiwało mu prawo do 1 wispela (ok. 1300 litrów) i 8 korców (czyli 8 razy 54 litry) ziarna. Usługi na rzecz państwowego majątku ziemskiego w Żabinie młynarz musiał świadczyć za darmo. Należało do niego żabineckie pole graniczące z jego gospodarstwem, za co płacił jednak czynsz w wysokości 8 korców żyta lub 6 korców gryki. "Mielący goście" płacili młynarzowi zwyczajowo 1 korzec gryki od chłopa i półkorzec od kozata. Włościanie bez domostw byli zwolnieni z tej opłaty. Folwark w Żabinie przekazywał młynarzowi 30 sztuk mlecznego sera.
Dziś po tym starym młynie Spring pozostały jedynie ruiny, ale strumień, który napędzał kiedyś koło młyńskie, ma nadal bardzo czystą i zimną wodę. W miejscu dawnego młyna istnieje coś w rodzaju małego wodospadu. To bardzo dzikie i urokliwe miejsce, które warto odwiedzić.

Okolice Lubieszewa w 1839 r.; na mapie zaznaczono młyn we wsi oraz młyn Spring na południowy wschód od Lubieszewa nad strumieniem wpadającym do jeziora Lubie
Obecny kościół wybudowano w 1687 roku. Ta data została wyryta na kamiennej tablicy na wschodniej stronie świątyni. Przykrytą hełmem z ażurową latarnią ryglową wieżyczkę dodano znacznie później. W 1908 r. przeprowadzono dość szeroko zakrojoną modernizację lubieszewskiego kościoła.

Obraz „Chrzest św. Jana” wiszący w lubieszewskim kościele, autorstwa G. Fugela
Elementami wewnętrznego wystroju świątyni są siedemnastowieczne lub osiemnastowieczne ołtarz, ambona i chrzcielnica, które wykonano w jednolitym stylu i które odnawiane były w 1935 roku przez znanego już nam mistrza malarskiego Steffena z Drawska Pomorskiego. Secesyjne żyrandole pochodzą z początku XX w., wykonano je z pozłacanego żeliwa i porcelany. Z czasów poprzedzających budowę obecnego kościoła pochodzi z pewnością kamienna chrzcielnica o średnicy 60 cm, którą ustawiono na zewnątrz budowli.

Kamień z datą wybudowania kościoła
Intrygującym elementem wyposażenia jest oryginalny wielki obraz olejny na płótnie zatytułowany "Chrzest świętego Jana" autorstwa Gebharda Fugla, który był dość znanym monachijskim malarzem. Malował realistyczne obrazy o tematyce historyczno-religijnej, przede wszystkim wielkie obrazy ścienne i ołtarzowe.
Żeby obejrzeć kolejną pamiątkę historyczną, musimy się wspiąć do znajdującej się w wieży dzwonnicy. Dostrzeżemy tam dwa drewniane jarzma na dzwony, z których tylko jeden dotrwał naszych czasów.

Dziewiętnastowieczny dzwon z Lubieszewa
Zachowany do dziś wspaniale zdobiony spiżowy dzwon o żeliwnym sercu wynagradza nam w pełni brak swojego przetopionego towarzysza. W jego górnej części umieszczono misterny motyw winnej latorośli, który biegnie wokół dzwonu. Nad pierścieniem znajduje się napis, który jest jakoby wypowiedzią samego dzwonu: "Odlał mnie Boettger z Tuczna". Dzwon "wypowiada się" po raz drugi za pomocą kolejnego napisu znajdującego się znacznie niżej: "W radości i smutku oraz podczas najcięższej biedy wzywam do przebudzenia i do modlitwy". Kościelne dzwony są z reguły cennym źródłem informacji dla badaczy regionalnej historii, na lubieszewskim możemy przeczytać obszerny napis o okolicznościach jego powstania:
Przetopiono w czwartym roku rządów Fryderyka Wilhelma IV. Szacowny radca rządowy baron v. Thermo z Koszalina szlachetny opiekun naszego kościoła i szkoły, pan von Knebel landrat powiatu Carl Burkhardt, pastor M. Lueck, M. Mielke – członkowie rady
Dowiadujemy się więc, że dzwon został przetopiony ze starszego egzemplarza, który był pewnie zniszczony lub uszkodzony. Uczyniono to w czwartym roku po koronacji króla, czyli w 1844 r. Patronem kościoła było państwo pruskie, które reprezentował baron Karol Willibad von Thermo z Koszalina, który robił to chyba z należną troską, skoro określono go szlachetnym opiekunem świątyni i wiejskiej szkoły. Ponadto wymieniono nazwiska landrata, pastora i członków rady kościelnej.
Druga strona dzwonu ma natomiast charakter religijny, gdyż w centralnym miejscu znajduje się relief głowy Chrystusa w koronie cierniowej, otoczony półkoliście biegnącym cytatem psalmu 117 ze Starego Testamentu: "Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go wszystkie ludy"; po obu stronach napisu umieszczono płaskorzeźby aniołów.
Drugi dzwon padł ofiarą zarządzenia cesarskiego z 1917 r., kiedy dzwony oddawano odciętemu od surowców i walczącemu na wielu frontach państwu. Był on cięższy i młodszy, odlany został w 1863 r. przez warsztat ludwisarski w Kołobrzegu. Napis na jego płaszczu sporządzono w znanej nam konwencji, w której dzwon jakoby sam do nas przemawia. "Soli deo gloria!" - to pierwsze słowa i znana nam już z Gudowa jedna z pięciu zasad protestantyzmu: "tylko Bogu chwała". W kolejnych słowach dzwon "zwracał się" do Boga, tłumacząc swe zadanie: "Za wysoką cenę i dla honoru wyjaśniam Twoje wezwania kierowane do nas, dla pocieszenia w ponurym czasie, ale też dla strachu i trwogi przed obudzeniem Twego gniewu". Drugi napis wyjaśniał okoliczności ufundowania dzwonu. Stało się to w trzecim roku rządów Wilhelma I Hohenzollerna, który faktycznie koronował się w 1861 r. na króla Prus. Patrona świątyni nadal reprezentował rządowy tajny radca baron Thermo z Koszalina. Ponadto uwieczniono nazwiska powiatowego landrata von Knebla i pastora Dreissa.

Gospoda Henkego, panorama wsi, kościół i stara szkoła

Kościół i jezioro Lubie

Gospoda Karla Neitzela, kościół, nowa szkoła i jezioro Lubie
Dzieje Lubieszewa przez setki lat kształtowane były przez właścicieli lub dzierżawców miejscowego majątku ziemskiego. Jak już zostało opisane, wieś założyli prawdopodobnie von Güntersbergowie. W piętnastym stuleciu Ekhard von Güntersberg napisał w Lubieszewie list do wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego4, co wskazuje, że mogła się tu znajdować jakaś siedziba rycerska. Główną siedzibą tegoż Eckhardta był jednakże zamek w Kaliszu. Przypomnijmy, że w tym czasie cała Nowa Marchia należała do państwa zakonnego. Zaangażowanie właścicieli wsi po stronie Zakonu w XV w. sprowadziło na ich posiadłości polskie najazdy. W 1435 r. Lubieszewo (oryg. Gunthirshagin) spustoszył oddział prowadzony przez dawnego husytę, Piotra zwanego Polakiem, który był wówczas starostą drahimskim i wałeckim5.
Na przełomie XV i XVI wieków doszło do zmian własnościowych we wsi, gdyż już w 1499 r. część Lubieszewa była lennem Borków ze Złocieńca. W 1572 r. Valtin i Eggert von Guentersbergowie posiadali w Lubieszewie udziały liczące zaledwie 6 łanów6. W 1608 r. Lubieszewo wchodziło w skład posiadłości Franza von Borckego, ale nadal udziały w tej miejscowości posiadali Joachim, Krzysztof i Adam von Guentersbergowie z Kalisza7.
W XVII w. przez kraj przetoczyła się wojna trzydziestoletnia, a obce wojska (przede wszystkim niemieckie wojska katolickie) dokonały ogromnych spustoszeń. Prowadziło to do zubożenia mieszkańców wsi i miasteczek oraz miejscowych rodów szlacheckich. Sytuacje tę skwapliwie wykorzystywały brandenburskie władze państwowe, które zakładały własne urzędy ziemskie, wykupując posiadłości od miejscowej szlachty pilnie potrzebującej gotówki. Proces ten zaczął się już w 1563 r., kiedy nowomarchijski margrabia - Hans z Kostrzyna - założył Państwowy Urząd Ziemski w Żabinie. W latach 1645-46 urząd ten wykupił części wsi Żabin, Żabinek i Sienica, należące dotąd do rodziny von Wolde. Zaledwie rok później doszło do kolejnego powiększenia państwowej posiadłości poprzez objęcie po zmarłym Filipie von Borckem ze Złocieńca licznych majętności. Wtedy właśnie mogło dojść do przejęcia przez państwo udziałów Borków w Lubieszewie. Niewielką część wsi, która była własnością von Guentersbergów, przejął pomorski szlachcic Ernst Bogusław von Krockow.
W 1715 r. właścicielem dóbr w Lubieszewie był radca rządowy Fryderyk von Marwitz, który posiadał też udziały we wsi Siennica; pewnie otrzymał te dobra jako dożywotnią dzierżawę od króla Prus. Właściciel wydzierżawił miastu Drawsko Pomorskie prawo do połowu w jeziorze Lubie, przy czym sam utrzymywał jednak dwóch rybaków, którzy również łowili ryby w tym jeziorze. We wsi żyło 16 chłopów i dwóch sołtysów lennych. Znajdowały się tam młyn, kuźnia i karczma.
W 1725 r. wieś należała już do państwowej Rady Wojenno-Domenowej w Berlinie. Odtąd aż do 1945 r. państwo będzie oddawać lubieszewską domenę w dzierżawę prywatnym osobom. W drugiej połowie dziewiętnastego stulecia taką dzierżawę trzeba było pozyskać w drodze konkursu ofert, który ogłaszany był przez Oddział Podatków, Domen i Lasów Królewskiego Rządu Prus. Ogłaszając licytację, podawano minimalną wysokość rocznego czynszu, który powinien być uiszczany tytułem opłaty za dzierżawę. Oferenci stawiali się określonego dnia na licytację, deklarując wysokość czynszu, którą gotowi byli uiszczać. Zwyciężał ten, kto podał najwyższą wartość, przy czym żeby móc złożyć ofertę, należało wykazać się pewną minimalną wartością własnego majątku. W ten sposób weryfikowano wiarygodność oferentów. Ten ostatni warunek był też sygnałem nowych czasów, gdyż kandydat na oberamtmanna (taki oficjalny tytuł nosił dzierżawca) nie musiał być szlachcicem. W aktach rejencji koszalińskiej (pośrednia jednostka administracyjna wchodząca w skład prowincji pomorskiej) znajduje się informacja, że w latach 1816-1830 stanowisko zarządcy lubieszewskiej domeny sprawowała wdowa von Sydow. Następni dzierżawcy domeny zmieniali się dość często: Ludwik C. P. Zarnack, Otto A. Kannenberg i Johann Natorp. W okresie 1864-1886 dwa konkursy na zarządzanie domeną w roli oberamtmanna wygrał Carl Voigt, który pozostawił po sobie pamiątkę w postaci wybudowanego w 1882 r. pałacu. Był to czas, kiedy niemiecka gospodarka została pobudzona horrendalną kontrybucją, jaką zapłacić musiała pokonana w wojnie 1871 r. Francja. Voigt przeprowadził więc liczne inwestycje, wznosząc 3 duże budynki dla robotników folwarcznych i rybaków, kuźnię, piec chlebowy, owczarnię, stodoły, chlewnię, stajnię i owczarnię8. Większość z tych prac przypadła na lata 1884-85, dlatego dziwić musi fakt, że rok później Voigt zrezygnował z funkcji oberamtmanna, mimo że jego kontrakt był ważny do 1899 r. Prawdopodobnie inwestycje nie przyniosły oczekiwanych efektów, a gospodarcza koniunktura minęła.
W księgach adresowych z lat 1892, 1902, 1905 i 1913 jako dzierżawca państwowej domeny wymieniany jest już królewski oberamtmann Georg Koch. Jego rodzina pozostanie tam aż do 1945 r., a ostatnim zarządcą będzie syn Georga - Ernst Koch.
Zabudowania dawnego majątku ziemskiego, gdzie po 1945 r. powstało państwowe gospodarstwo rolne (PGR), zachowały się do dziś. Uwagę zwraca bezstylowy pałac zbudowany z czerwonej cegły. Zabudowania te należą do prywatnej firmy, ale można łatwo uzyskać pozwolenie na rozejrzenie się po tym obiekcie.

Pałac od frontu

Pałac od ogrodu
Przed budynkiem pałacu znajduje się pamiątka związana z rodziną ostatnich dzierżawców domeny państwowej. Jest to symboliczny nagrobek drugiego syna Georga - Hansa Kocha, który poległ podczas I wojny światowej w listopadzie 1914 r. Zrozpaczeni rodzice ufundowali niewielki obelisk przypominający o śmierci młodzieńca. Napis na kamieniu brzmi: Dla upamiętnienia naszego syna Hansa Kocha, porucznika Pomorskiego Regimentu Grenadierów, poległego 4 listopada 1914 roku pod Whijtschnele. Poniżej umieszczono fragment wiersza "Marsz strzelców" Alberta Methfessela z 1813 r.: Wer den Tod im heiligen Kämpfe fand, ruht auch in fremder Erde im Vaterland! ("Kto znalazł śmierć w świętym boju, ten - nawet pochowany w obcej ziemi - spoczywa w kraju ojczystym!"). W dolnej części pomnika znajduje się wskazanie na fragment Ewangelii św. Jana.

Pozostałość po pomniku poświęconemu poległemu synowi dzierżawcy folwarku w Lubieszewie
Druga lubieszewska pamiątka wielkiej wojny 1914-1918 znajduje się na polu namiotowym "U Bruna". Żeby odwiedzić to miejsce, musimy wrócić do bramy dawnego PGR-u i przed nią skręcić w drogę w prawo, która doprowadzi nas do bramy kempingu. Po drodze miniemy nieczynną stację benzynową, która należała kiedyś do PGR-u.
Pole namiotowe założył nieżyjący już miejscowy nauczyciel i znany działacz społeczny, Bruno Wienconek (nauczyciel wychowania fizycznego piszącego te słowa). Również dzięki niemu na polu namiotowym stoi dziś ciekawa pamiątka historyczna. Jest to pomnik poświęcony poległym podczas I wojny światowej mieszkańcom Guentershagen. Kilka lat temu Bruno Wienconek opowiedział mi historię umieszczenia pomnika na polu namiotowym. Jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku obelisk ten stał na placu przykościelnym. Wtedy zainteresował się nim jeden z miejscowych dygnitarzy, który w przypływie fałszywie pojmowanego patriotyzmu nakazał przewrócić pomnik za pomocą ciągnika i wyrzucić na śmietnisko. Ostatecznie pomnik porzucono w bagnie znajdującym się przy brzegu jeziora Lubie. Po usunięciu obelisku wieś odwiedzili smutni panowie spod znaku Służby Bezpieczeństwa. Okazało się, że esbecy zaniepokojeni byli pomnikowym incydentem, gdyż bali się reakcji zachodnioniemieckich mediów. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a pomnik ocalał dzięki Brunonowi Wienconkowi, który ustawił go w pobliżu pola namiotowego, gdzie można go oglądać do dziś. Na kamieniu pamiątkowym wyryto długą listę poległych na wojnie żołnierzy. Obok ich nazwisk umieszczono wizerunek miecza, natomiast po drugiej stronie pomnika widnieje krzyż maltański otoczony wieńcem - w połowie z liści dębowych, a w połowie z liści laurowych. Poniżej odczytać można napis: Swoim bohaterom poległym w wojnie światowej wdzięczne Lubieszewo, oraz wiele mówiący cytat z Ewangelii wg św. Jana: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J 15,13).
Idąc brzegiem jeziora Lubie w kierunku wschodnim, dotrzemy do długiego i wąskiego półwyspu. U jego nasady znajdują się podmokłe łąki, które w przeszłości stanowiły zapewne trudną do przebycia przeszkodę, zapewniając bezpieczeństwo żyjącym na półwyspie ludziom, zaś na jego końcu odnajdziemy pozostałości wczesnośredniowiecznego grodziska słowiańskiego, nazywanego niegdyś przez miejscową ludność Hinterwall (Wał Tylny). Obiekt ten użytkowany był w okresie od VIII do XII wieku. Opuszczono go więc około sto lat przed założeniem wsi Guentershagen (dziś Lubieszewo) na prawie niemieckim. Grodzisko zajmuje całą powierzchnię cypla wieńczącego półwysep i otoczone jest czytelnym do dziś wałem, wokół którego widoczna jest niewielka kotlinka, zapewne pełniąca rolę fosy. Badania niemieckich archeologów w pierwszej połowie XX wieku doprowadziły do odkrycia kilkudziesięciu zdobionych fragmentów glinianych naczyń, podobne wyniki dały powojenne badania sondażowe.
Stosunkowo skromna ilość materiału zabytkowego wyraźnie wskazuje, że mamy do czynienia z typowym grodem ucieczkowym, który nie stanowił stałego miejsca zamieszkania, lecz był zajmowany przez mieszkańców położonych w pobliżu osad otwartych w przypadku zagrożenia wrogim najazdem. Grodzisko na otoczonym wodami jeziora Lubie półwyspie stwarzało szanse obrony nawet przed licznym i lepiej uzbrojonym przeciwnikiem. Jedna z takich właśnie otwartych osad znajdowała się u nasady półwyspu.

Lubieszewskie grodzisko, dawny "Hinterwall"
Warto wspomnieć, że z grodziskiem związany jest mit, jakoby właśnie tutaj miał się znajdować średniowieczny zameczek, który wspomniany został, choć niejednoznacznie, w księdze ziemskiej Karola IV z 1375 r. Niestety, badania archeologiczne w jednoznaczny sposób obalają taką tezę. W dawnym grodzisku badacze nie znaleźli zupełnie materiału zabytkowego z XIII lub XIV stulecia, a przecież nawet gdyby ta umocniona siedziba von Guentersbergów miała konstrukcję drewniano-ziemną, archeologowie odnaleźliby średniowieczne przedmioty czy też pozostałości takiej budowli. W powiecie drawskim znajdują się relikty czternastowiecznych zameczków, które w wyniku zawirowań historii zniknęły z powierzchni ziemi krótko po swoim powstaniu; np. Arndsburg koło Piaseczna czy też niewielki zamek na wzgórzu nad jeziorem Komorze. W obydwu obiektach znajdowano jednak bardzo wiele materiału zabytkowego z czternastego stulecia. Innymi słowy, jeśli w Lubieszewie faktycznie był niewielki drewniano-ziemny zameczek, to jego pozostałości trzeba poszukać w innym miejscu.
Przypisy:
[1] G. W. v. Raumer, Neumark Brandenburg im Jahre 1337 oder Margraf Ludwig’s des Aelteren Neumaerkisches Landbuch aus dieser Zeit, Berlin 1837 r., s. 47.
[2] Tamże, str. 47.
[3] E. Fidicin, Kaiser Karl’s IV Landbuch der Mark Brandenburg nach den handschriftlichen Quellen, Berlin 1856 r. s. 37.
[4] Repertorium der im Königlischen Staatsarchive zu Königsberg in Preussen befindlichen Urkunden zur Geschichte der Neumark, E. Joachim, P. v. Niessen, Landsberg 1895 r., „Schriften des Vereins für Geschichte der Neumark”, nr 904.
[5] Tamże, nr 813, 816 i 818.
[6] G. Brzustowicz, Rycerze i Młyn Szlifierski, Choszczno 2004 r., s. 57.
[7] Tamże, s. 57.
[8] Z Mieczkowski, Dzieje Lubieszewa i jeziora Lubie, 2013 r. s. 50.