Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!
Jarosław Leszczełowski
Historyczna nazwa dzisiejszych Kosobud to Birkholz, którą w 1945 r. dość trafnie przetłumaczono na Brzeźniak. Jednak to nowe miano, nawiązujące do historycznej nazwy, zostało zmienione już w 1947 r. na Kosobudy. Pochodzenie tej ostatniej nazwy jest oczywiste, gdyż położona ok. 1 km na południe osada Kosobudki nosiła niemiecką Kotzbude. Członkowie Komisji Ustalania Nazw Miejscowości uznali to miano za słowiańskie, co było jednak błędne. Szerzej o tym powojennym zamieszaniu z nazwami opowiem na przystanku dotyczącym Kosobudek.
Birkholz zostało po raz pierwszy wspomniane w dokumencie lokacyjnym Złocieńca z 13 grudnia 1333 r. Wieś została też opisana w księdze ziemskiej w 1337 r. Według tego dokumentu Bercholt (Birkholz) liczył 55 łanów ziemi uprawnej, z czego zwyczajowe 4 były w dyspozycji Kościoła, a za 12 innych niejaki Diriko de Bercholt (Tydeko lub Diderick von Berkholte) płacił margrabiemu dwie marki rocznie. Tenże rycerz był przedstawicielem rodu von Birckholtz, który należał do lenników von Wedlów ze Złocieńca. W ówczesnych Kosobudach znajdowały się młyn i karczma.
Do siedemnastego stulecia historia wsi biegła według schematu typowego dla miejscowości należących do posiadłości złocienieckiego zamku. W 1499 r. właścicielami niemal całej wsi byli już Borkowie, którzy przejęli ją od Wedlów.
W 1664 r. udziały we wsiach Kosobudy, Stawno i Linowno otrzymała jako posag Marta Maria von Borcke, która poślubiła Arnolda Caspara von der Goltza, poddanego króla polskiego. W ten sposób powstał duży majątek rodziny von der Goltz, obejmujący spory areał ziem między Stawnem, Linownem a Kosobudami; główna siedziba rodu znajdowała się w Kosobudach.
W 1719 r. 62 łany ziemi w Linownie należały do syna Arnolda Caspara von der Goltza - Joachima Ruedigera, który był ponadto właścicielem połowy Kosobud oraz udziałów w Stawnie. W 1735 r. umarł baron Joachim Ruediger, nie zostawiając potomków, gdyż jego dzieci poumierały w młodym wieku. Majątek ziemski Kosobudy-Linowno-Stawno przejął więc brat zmarłego - Georg Franz von der Goltz, który był polskim i saksońskim pułkownikiem, a także komendantem Korpusu Kadetów, czyli szkoły wojskowej dla dzieci polskiej szlachty. Jednocześnie nosił tytuł pruskiego Kammerherra. Po kilku latach w 1741 r. i on wyzionął ducha. Majątek na trzech wsiach stał się wtedy własnością jego młodszego syna: Johana Zygmunta (1736-1779). W 1773 r. uregulował on należność wobec starszego brata w rozliczeniu za przejęcie wspomnianych włości. Następnie wraz ze swą połowicą, Karoliną Heleną z domu von Gruenberg, urządził swą siedzibę w Kosobudach, gdyż - w przeciwieństwie do swego ojca i dziada - nie posiadał innych majętności.
Nie były to łatwe czasy dla regionu, gdyż wojowniczy król Prus wplątał kraj w konflikt zwany wojną siedmioletnią. Na teren Prus wkroczyła rosyjska armia, której rekwizycje boleśnie dotknęły majątek z siedzibą w Kosobudach. Kozacy zagarnęli wszystkie dobre konie, bydło i owce. Strata była ogromna, jednakże posiadłość była bardzo dobrze prowadzona. Okazuje się, że w owym czasie Johann Zygmunt von der Goltz zajęty był robieniem kariery wojskowej, dlatego przekazał swe gospodarstwo w dzierżawę Georgowi F. Haasemu, który zdołał uchronić posiadłość przed upadkiem. Kiedy ucichły działa i nastał pokój, Haase dał się poznać jako jeden ze skutecznych inicjatorów uprawy ziemniaków na Pomorzu.
Joachim Zygmunt niedługo nacieszył się swym rozległym gospodarstwem. Był on energicznym i żądnym kariery oficerem, a był to czas licznych wojen, które toczył Fryderyk II Wielki. Jego chęć do wojaczki kosztowała życie wielu jego poddanych, niezależnie od ich pochodzenia. Kiedy wybuchła wojna o bawarską sukcesję, Joachim Zygmunt leżał w łóżku złożony poważną chorobą. Wyruszył jednak na wojnę. Był to poważny błąd, gdyż choroba się rozwinęła i w 1779 r. von der Goltz swe lekkomyślne zachowanie przypłacił życiem. Niestety, nieszczęścia chadzają zwykle parami, pół roku później zmarła również wdowa, Karolina Helena, osierocając dziesięcioro dzieci, nad którymi opiekę przejęło Kolegium Uczniowskie w Kostrzynie.
Dalsze losy posiadłości Kosobudy-Linowno-Stawno były bardzo dramatyczne i wiązały się z działalnością dzielnej kobiety, najstarszej córki tragicznie zmarłego Joachima Zygmunta. Charlotte Helena Agnes Elizabeth (1764-1811) von der Goltz po osiągnięciu pełnoletności opuściła kolegium w Kostrzynie i odważnie wzięła się do gospodarowania w rodzinnym majątku ziemskim. Nigdy nie wyszła za mąż i samodzielnie prowadziła wszelkie sprawy. Musiało jej iść nie najgorzej, bo już wkrótce spłaciła swoje rodzeństwo, zostając jedyną właścicielką. Nadchodziły jednak dramatyczne wydarzenia na arenie międzynarodowej, które wkrótce obrócą wniwecz jej dzieło.
Nadszedł rok 1806 i spektakularna klęska Prus w wojnie z Cesarstwem Francji. Napoleon zajął Berlin i wkrótce jego wojska przemaszerowały przez Pomorze Zachodnie w kierunku Prus Wschodnich, gdzie toczyły się ciężkie walki z armią rosyjską. Obecny powiat drawski leżał na liniach komunikacyjnych. Przez okolice przetaczały się więc tysiące żołnierzy, którzy zatrzymywali się w miasteczkach i w majątkach ziemskich. Dokonywano licznych rekwizycji, urządzano wielkie magazyny żywności mające zaopatrywać armię złożoną z setek tysięcy żołnierzy, raz po raz pojawiały się specjalne oddziały, których zadaniem było ściąganie nadzwyczajnych podatków wojennych. Majątek w Kosobudach został kompletnie złupiony, Francuzi zarekwirowali wszystkie stada bydła. Pobyt obcych wojsk doprowadził do tak wielkich długów, że w 1810 roku posiadłość została przejęta przez Administrację Dóbr Rycerskich.
Dalsze losy Charlotty nie są znane. Zachowały się jednak jej listy z 1811 r., w których skarżyła się, że odebrano jej i rodzeństwu cały majątek. W tym samym roku prawdopodobnie zmarła. Tak zakończyła się historia majątku ziemskiego rodziny von der Goltz w tych stronach. Pamiątką po tym ciężkim okresie była nazwa jednego ze wzgórz, położonego przy drodze prowadzącej z Kosobud do Marysina (Marienau, dziś Jarosław): Franzosenberg. Dziś też nie sposób dociec, które wzgórze nosiło tę nazwę. Powstała też miejscowa legenda, według której droga Stawno-Linowno, nazywana była drogą napoleońską, gdyż miały tędy maszerować liczne francuskie oddziały.
W dziewiętnastym stuleciu posiadłość w Kosobudach wielokrotnie zmieniała właścicieli i co najmniej dwukrotnie poddana została parcelacji. Powstawały wtedy działki ziemi dla nowych osadników. Gospodarstwa rolne zakładano w regularnych odstępach wzdłuż dróg prowadzących do folwarków Gruenberg, Marienau (Marysin, Jarosław) oraz Kotzbude (Kosobudki).
Według matrykuły opisującej majątki ziemskie w 1828 r. właścicielem Kosobud był niejaki Berg, którego grób znaleźć możemy na miejscowym cmentarzu. Za jego czasów, w 1845 r., doszło do poważnego podziału posiadłości, co stworzyło możliwości rozwoju dzielnicy przemysłowej w pobliskiej Rzęśnicy. Anonimowy autor artykułu "Schicksal eines Dorfes Gut Birkholtz" w czasopiśmie "Dramburger Kreis" twierdzi na podstawie zapisków w starej kronice, że posiadłość należała również do rodziny von der Luehe, ale że członkowie tej rodziny wymarli. W okresie międzywojennym na kosobudzkim cmentarzu znajdowało się wiele dziecięcych grobów opisanych tym nazwiskiem. Niezaprzeczalnym faktem jest, że w 1842 rodzina von der Luehe posiadała majętność w Stawnie i folwark Gruenberg, gdzie mieściła się jej siedziba. Zmarli mieszkańcy tego folwarku faktycznie chowani byli na cmentarzu w Kosobudach. Według zapisków starej kroniki, będącej w dyspozycji autora wspomnianego artykułu, wielu mieszkańców Kosobud emigrowało do Ameryki i do Rosji, szukając lepszych warunków życia. Szczególnie duża grupa osiadła nad Wołgą.

Kosobudy i Kosobudki na mapie z 1839 r.
W drugiej połowie XIX wieku poważnie zadłużony majątek w Kosobudach został nabyty przez bogatego kupca z Halle o nazwisku Schmidt, który zapłacił za nią gotówką. Według ksiąg adresowych w 1905 r. w Kosobudach gospodarzyła już wdowa Antonie Schmidt, a w skład posiadłości wchodziły wówczas folwarki w Kosobudkach i Jarosławiu. Kilka lat później majętność nabył Luis Dentler, po którego śmierci Kosobudy odziedziczyła jego córka Gertraud. Luis Dentler był szczególnie znany, gdyż jeździł po okolicy powozem zaprzężonym w cztery perszerony. Ten sam powóz powiózł go po śmierci na cmentarz.

Gospoda w Kosobudach na pocz. XX w.
W latach dwudziestych XX w. doszło parcelacji posiadłości w Kosobudach. Majątek liczący blisko 1000 ha został pomniejszony do niespełna 300 ha. Pomorska Spółka Ziemska (Pommersche Landesgesellschaft) zrealizowała w tym czasie szeroko zakrojoną akcję osadniczą. W Kosobudach osiedlano przede wszystkim tak zwanych optantów, którzy nie chcieli się pogodzić z powrotem Wielkopolski do odradzającej się w wyniku I wojny światowej Rzeczpospolitej Polskiej i wybierali obywatelstwo niemieckie. Musieli oni opuścić teren państwa polskiego. Dlatego też wielu mieszkańców Kosobud w okresie międzywojennym znało język polski.

Młodzież szkolna z Kosobud przed budynkiem kościoła w 1933 r.
W 1938 r. pomniejszony majątek ziemski w Kosobudach nabył Georg Rohrschneider, który był jego właścicielem do 1945 r.
W okresie międzywojennym w Birkholz (dziś Kosobudy) żyło 370 mieszkańców w 85 domostwach. Znajdowały się tam gospoda, wiatrak, szkoła i kuźnia. Większość mieszkańców żyła z własnych gospodarstw rolnych. Pewną liczbę osób zatrudniał majątek ziemski.

Dawny dwór w Kosobudach
Dramatyczne wydarzenia we wsi wiosną 1945 opisała barwnie jego małżonka. Czytelnik, zapoznając się z tą relacją, zauważy z pewnością stronniczość i nieskrywaną niechęć autorki do Polaków, przy jednoczesnym całkowitym braku refleksji dotyczących pierwotnych powodów tragedii ludności niemieckiej w marcu 1945 r. W relacji winni są jedynie Rosjanie i Polacy, a "dzielni" Niemcy, pomimo nadchodzącej klęski, próbują zorganizować pomoc uchodźcom. Nie znajdziemy tam ani jednego krytycznego zdania dotyczącego ówczesnych nazistowskich władz niemieckich. Rozgoryczenie autorki wspomnień jest jednak częściowo zrozumiałe, gdyż w tych dramatycznych marcowych dniach zmarł w męczarniach chory na cukrzycę jej małżonek - Georg Rohrschneider, któremu podczas ewakuacji skradziono strzykawkę i insulinę.
Nieopodal dawnego folwarku znajduje się kościół św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Obecny kamienny budynek kosobudzkiej świątyni został wzniesiony w 1891 r. i bardzo przypomina o kilkadziesiąt lat starszy kościół w Stawnie. Wśród ruchomego wyposażenia świątyni nie ma interesujących przedmiotów zabytkowych, dlatego pewnie kościół ten został pominięty w międzywojennym rejestrze zabytków.
Na szczycie świątyni znajduje się niewielka wieżyczka z otwartą dzwonnicą, gdzie kiedyś zamocowany był dzwon. Dziś przed kościołem stoi metalowa dzwonnica z jednym żeliwnym dzwonem z 1926r. Oprócz nazwy zakładu ludwisarskiego i daty odlania na jego płaszczu umieszczono napis Gott Allein die Ehre, co jest niemieckim odpowiednikiem łacińskiego Soli Deo gloria, czyli jednej z pięciu podstawowych zasad protestantyzmu Tylko Bogu chwała.
Po drugim dzwonie zostało jedynie puste jarzmo, jednakże wiadomo, gdzie znajduje się starszy dzwon z Kosobud. W latach powojennych przeniesiono go do kościoła w Wierzchowie. Napisy na jego płaszczu wskazują, że został on odlany w 1878 r. dla kościoła w Kosobudach (niem. Birkholz). Na czaszy tego spiżowego dzwonu umieszczono słowa z Księgi Jeremiasza ze Starego Testamentu (rozdział 22, werset 29) oraz informacje dotyczące okoliczności odlania dzwonu:
Ziemio, ziemio, ziemio! Słuchaj słowa Pańskiego! Jerem.: 22, 29. Odlany przez C. Voss i Synowie w Szczecinie 1878, Birkholz no: 687.

Kościół w Kosobudach. Fot. Maciej Leszczełowski
19 maja 1946 r. dawny ewangelicki kościół został poświęcony przez księży Zmartwychwstańców ze Złocieńca na rzymsko-katolicką świątynię pw. św. Józefa Oblubieńca NMP.
Kosobudki powstały w XVIII w. i zostały założone przez właścicieli majątku składającego się trzech wsi. Kotzbude, bo tak brzmiała historyczna nazwa Kosobudek, powstało jako folwark posiadłości w Birkholz. Identyczną nazwę nosiło wówczas sąsiednie jezioro Kotzbudesee, które po II wojnie światowej przemianowano najpierw na jezioro Kosobudy, a później na Chociebądz Wielki. Słowo "Kotzbude" zabrzmiało swojsko w uszach osób odpowiedzialnych w 1947 r. za zmianę nazw miejscowości, dlatego przypuszczając, że mają do czynienia ze słowiańską nazwą, przemianowali Birkholz na Kosobudy, a mniejsze Kotzbude na Kosobudki. Tymczasem historia spłatała figla komisji "przywracającej" słowiańskie brzmienie nazw, gdyż nazwa "Kotzbude" ma wbrew pozorom niemieckie korzenie. Wspominałem już o tzw. kozatach, czyli półchłopach lub zagrodnikach, których określano również jako Köter, Kötner lub Kätner. W Królestwie Prus określano tak mieszkańców wsi, którzy posiadali niewielkie chałupy zwane "Koten", "Kate", "Kote", "Koth" lub "Kot". Słowo to jest zresztą etymologicznie spokrewnione z polskim słowem "chata". W języku niemieckim niewielki budynek określa się również jako "die Bude". Domostwa kozatów znajdowały się zwykle na skraju wsi, w oddaleniu od starych gospodarstw chłopskich (Bauernhoefe). Zagrodnicy posiadali znacznie mniej ziemi niż chłopi i wynajmowali się do pracy w folwarkach. Czyli "Kotzbude" to po prostu określenie osiedla kozatów leżącego na skraju wsi Birkholz i składającego się z rozrzuconych chałupek (die Buden).
Lata 1945-1947
Wysiedlono niemieckich mieszkańców Kosobud. Polscy osadnicy z różnych stron Rzeczypospolitej Polskiej przybywali do wsi nazwanej początkowo Brzeźniak, a następnie Kosobudy.
Sierpień 1950 r.
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa przeprowadził akcję represyjną wymierzoną w rolników z Kosobud sprzeciwiających się kolektywizacji.
1971 r.
Oddano do użytku nowy budynek szkoły.